drukuj

Co się stało z Matysówką?

Zorza nad wzgórzami Matysówki od strony Rzeszowa

Prezydent chce zwołania nadzwyczajnej sesji w sprawie przyłączenia Matysówki do Rzeszowa. Mieszkańcy wsi nie kryją rozgoryczenia: Nasz głos jest ignorowany przez radnych z Rzeszowa, a część z nich (radni PiS i PO) zachowała się wobec nas na jednej z sesji bardzo nieelegancko i niegrzecznie.

My zrobiliśmy w tej sprawie wszystko, co było można – dodają.

Rzeczywiście, ci sami radni w roku ubiegłym i za poprzedniej kadencji rady, głosowali za przyłączeniem wioski do Rzeszowa, a obecny przewodniczący Dec, zamieścił nawet w internetowym wydaniu pisma samorządów „Wspólnota" artykuł, w którym pisze pochlebnie o procesie powiększania Rzeszowa, który stawia za wzór dla innych miast. Czyżby wystarczył jego start w wyborach prezydenckich i przegrana z Ferencem, by radykalnie zmienić zdanie?

Grom z jasnego nieba

Gdy w lipcu ubiegłego roku, mimo pozytywnej rekomendacji MSWiA, wojewody podkarpackiego i pozytywnych wyników konsultacji z mieszkańcami sołectwa, Rada Ministrów odrzuciła na swym posiedzeniu gotowy już projekt przyłączenia Matysówki do Rzeszowa, zaskoczenia nie kryły władze miasta, mieszkańcy zainteresowanej miejscowości, posłowie PO i PSL, a nawet władze Tyczyna.
Posłowie Rynasiewicz i Tomaka z PO obiecywali pomóc mieszkańcom w ich staraniach,
a rzecznik rządu, Paweł Graś, tłumaczył wtedy postępowanie władz w Warszawie brakiem zgody radnych z Tyczyna.

Najwyraźniej Rzeszów ma pecha, bo jeszcze rok wcześniej, czyli w 2009 roku, Rada Ministrów zaakceptowała, nie bacząc na negatywne stanowisko rady gminy Będzino i negatywne wyniki konsultacji społecznych, przyłączenie do Koszalina podmiejskich miejscowości Jamno i Łabusz z tejże gminy i dziś 108 tysięczny Koszalin zajmuje, całkiem zresztą sensownie, prawie 100 kilometrów kwadratowych powierzchni.

Co prawda zgoda rady gminy oddającej teren nie była i nadal nie jest wymagana prawem, ale to właśnie w 2010 roku rząd Donalda Tuska podjął takie postanowienie, by zmiany granic przeprowadzać wyłącznie przy zgodzie obu zainteresowanych samorządów – precyzował w lipcu rzecznik rządu Graś. Prócz wniosku z Rzeszowa, przepadły więc także pozytywnie zaopiniowane przez MSWiA wnioski z Przemyśla i ze Skierniewic.
Mieszkańcy podrzeszowskiej Matysówki, wobec takiego dictum, jeszcze latem wyjednali w Tyczynie zgodę na oddanie wsi do Rzeszowa. Rada Miejska w Tyczynie uchwałą z 26 sierpnia 2010 zadeklarowała swe „poparcie dla włączenia sołectwa Matysówka do Gminy Miasta Rzeszów".

Bądźcie dobrej myśli

Rozpoczęły się więc wyjazdy delegacji władz miasta i województwa, wraz z mieszkańcami Matysówki, do Warszawy. W MSWiA przedstawiono nowe argumenty za zmianą decyzji. Skoro problemem miał być brak zgody radnych z Tyczyna, to taka zgoda już jest – wskazywano ministrom z MSWiA. Mieszkańcy wysłali też list z prośbą do premiera Donalda Tuska.
Z przytłaczającego zwykłego śmiertelnika gmachu MSWiA rzeszowskie delegacje wychodziły zawsze z obietnicą „ponownego, wnikliwego rozpatrzenia sprawy".

Jesteśmy dobrej myśli – powtarzał wtedy rzecznik Prezydenta Rzeszowa, Maciej Chłodnicki - Rząd ma jeszcze możliwość nowelizacji rozporządzenia; w przeszłości takie przypadki już miały miejsce. Podstawy, by być dobrej myśli, były, bo jeszcze całkiem niedawno, w grudniu 2008 w ten właśnie sposób ten sam rząd zmienił wcześniejsze rozporządzenie, a wraz ze zmianą, granice Sopotu i Gdańska. Uzasadniając to zgodą samorządów i jednocześnie licznymi prośbami mieszkańców obu miast.

Wyjazdy do MSWiA mieszkańców i prezydenta Rzeszowa miały miejsce jeszcze kilkakrotnie, a po każdym kolejnym spotkaniu, wzrastał optymizm uczestników rozmów.

Jednak rok 2010 się skończył, a nowelizacji rozporządzenia na korzyść mieszkańców Matysówki nie było nadal.

Nowy rok bieży...

W międzyczasie odbyły się wybory samorządowe, a po nich miejscy radni PO i PiS z Rzeszowa, będący dotąd zwolennikami włączenia Matysówki, nagle murem stanęli prezydentowi Ferencowi w poprzek drogi. Tłumaczenia radnych odnośnie zmiany zdania były bardzo enigmatyczne.
W Radzie Miasta proprezydencki klub radnych Rozwój Rzeszowa, po dwóch seriach przepychanek i totalnego chaosu medialnego, zawiązał koalicję z Platformą Obywatelską. Poskutkowało to otrzymaniem przez PO najpierw stanowiska przewodniczącego Rady Miasta, a potem  - przekazaniu tejże partii również obsady jednego z wiceprezydentów, które to stanowisko objął współzałożyciel struktur PO w Rzeszowie, Roman Holzer. Mimo to koalicja w Radzie Miasta Rzeszowa działa jeszcze gorzej, niż angielsko-francuska pomoc dla napadniętej w 1939 roku Polski.
W Rzeszowie panuje powszechne przekonanie, że chodzi o utratę w razie przyłączenia wsi większości w Radzie Miasta przez nieformalną koalicję PO-PiS na rzecz popierającego Prezydenta klubu Rozwój Rzeszowa, ale nie jest to prawdą, bowiem z Matysówki może dojść do proprezydenckiego klubu co najwyżej dwoje radnych, a to nie wystarczy dla uzyskania przez Tadeusza Ferenca większości w powiększonej Radzie. Do tego, szeregi radnych PiS-u zasiliłaby dotychczasowa radna powiatowa z Matysówki, a więc i tak byłoby, w najlepszym razie, 15:13 na niekorzyść Rozwoju Rzeszowa i urzędującego prezydenta miasta.

Dura lex, sed lex

3 stycznia 2011 pojawił się na stronach MSWiA projekt nowelizacji wcześniejszego rozporządzenia w sprawie ustalenia granic gmin. Projektowana nowelizacja obejmuje jednak wyłącznie korektę błędów i chochlików drukarskich, jakie wskoczyły do rozporządzenia obecnie obowiązującego, natomiast sprawa przyłączenia Matysówki do Rzeszowa w niej się nie znalazła.

Pytana przeze mnie o przyczynę takiego stanu rzeczy Rzecznik MSWiA Małgorzata Woźniak w odpowiedzi napisała: „sprawa zmiany granic miasta Rzeszowa i gminy Tyczyn była przedmiotem prac Rady Ministrów 27 lipca 2010 roku i została rozpatrzona negatywnie. Trzeba podkreślić, że decyzje Rady Ministrów w zakresie wniosków dotyczących zmian w podziale terytorialnym kraju ostatecznie kończą proces ich rozpatrywania. Rząd może ponownie zająć się sprawą jedynie w oparciu o nowy wniosek." Po czym następuje wyczerpująca instrukcja dotycząca trybu składania takiego wniosku.

Pani Rzecznik odsyła również do rozporządzenia z 9 sierpnia 2001 (86/2001, poz.943), na podstawie którego wniosek o zmianę granic gmina może złożyć.
Ze względu na to, że zaciekawiło mnie, na jakiej podstawie, wobec powyższego, zmieniono w grudniu 2008 roku granice Gdańska i Sopotu (Dz. Ustaw 232/2008, poz.1563), skontaktowałem się ponownie z MSWiA.
Tłumaczenia „że to całkiem inna historia" wydały mi się niezbyt przekonywujące, poprosiłem więc o konkrety prawne. Zmęczony długą rozmową naczelnik Wydziału Geodezji i Kartografii w MSWiA Artur Chruściński przyznał, że istnieją trzy drogi wydania rozporządzenia w/s zmiany granic gmin:

  • pierwsza z urzędu na mocy ustawy o samorządzie gminnym,
  • druga - na wniosek zainteresowanej gminy
  • oraz trzecia - w trybie nowelizacji już wydanego rozporządzenia, dokonywanej zazwyczaj na przełomie starego i nowego roku.

Właśnie ta trzecia droga została wykorzystana w sprawie zmiany granic Gdańska i Sopotu.
To na nią liczyły władze Rzeszowa i mieszkańcy Matysówki. Dlaczego w takim razie nie posłużono się nią w przypadku Rzeszowa, mimo apeli i wizyt w MSWiA władz oraz mieszkańców i mimo zgody radnych z Tyczyna?

Dyrektor Departamentu Administracji Publicznej MSWiA Grzegorz Ziomek przyznaje, że zna sprawę i potwierdza, że była ona kilkukrotnie przedmiotem merytorycznej dyskusji specjalnego zespołu ekspertów wewnątrz MSWiA. Uznali oni, że „wobec krytycznych głosów opozycji w sprawie trybu zmiany granic Gdańska i Sopotu w drodze nowelizacji już istniejącego rozporządzenia" (rząd nie zachował wtedy warunku odnośnie terminu nowelizacji i wejścia w życie zmian) lepiej będzie podobnej decyzji w przypadku Rzeszowa nie podejmować.

Inaczej mówiąc, choć można byłoby znowelizować lipcowe rozporządzenie, i mocą tej nowelizacji przyłączyć Matysówkę do Rzeszowa, najlepiej z terminem wejścia zmian od 1 stycznia 2012 i tak, by w całości literę prawa i wymagane terminy jednak zachować, to postanowiono tego nie robić z obawy przed ponowną falą krytyki o falandyzację prawa ze strony opozycji.

Taka gmina

Gwoli ścisłości trzeba dodać, że w okresie rządów PiS, czyli właśnie obecnej opozycji, ten sam instrument prawny w postaci nowelizacji obowiązujących, a zastanych po rządzie premiera Belki rozporządzeń w sprawie zmian granic gmin, stosował gabinet Jarosława Kaczyńskiego, ale wyłącznie do blokowania już postanowionego poszerzania Rzeszowa kolejno w latach 2005, 2006 i 2007, z tym, że trzecią blokadę PiS-u z 2007 roku uchylił nie kto inny właśnie, jak nowo nastały wtedy rząd Donalda Tuska. O inspirowanie blokowania rozwoju przestrzennego Rzeszowa ze wszystkich stron posądzano wtedy posła i szefa rzeszowskich struktur PiS, a wcześniej starostę powiatu rzeszowskiego ziemskiego, Stanisława Ożoga, który bardzo negatywnie wypowiadał się o poszerzaniu miasta.

Jakby tego wszystkiego było mało, to jeszcze  - jak się okazuje - część obecnych ekspertów z MSWiA uznaje Rzeszów za kanibala, mimo, że nie ma takich skojarzeń w odniesieniu do innych miast zwiększających swój obszar po 1990 roku, a było takich przypadków kilkadziesiąt, gdyż co roku ukazują się stosowne rozporządzenia rządu w tej sprawie.
Autorem tych wypowiedzi, które były i są po wielekroć powtarzane przez niego samego do dziennikarzy, jest związany z PO radca prawny i twórca obecnej ustawy o samorządzie gminnym, profesor Michał Kulesza, od roku 2008 do października ubiegłego roku społeczny doradca ds. samorządowych właśnie w MSWiA, zaś obecnie pełniący tę samą funkcję przy kancelarii prezydenta Komorowskiego (podaję za wikipedią). Profesor Kulesza ma prawo mieć osobisty uraz do Rzeszowa, ponieważ kilka lat temu podjął się, a było to za rządów PiS (więc jeszcze jako warszawski adwokat) dość karkołomnej misji reprezentowania przed Trybunałem Konstytucyjnym dwóch podrzeszowskich gmin, które wniosły pozew o uznanie za sprzeczne z Konstytucją RP, zatwierdzonego już rozporządzenia o powiększaniu obszaru Rzeszowa i tę sprawę, o interpretację zapisów ustawy o samorządzie gminnym, której sam był współtwórcą, dwukrotnie w owym Trybunale przegrał.

Jednocześnie wśród ekspertów ze zbliżonych kręgów, w wydawnictwach fachowych ostatnio zaczynają krążyć pomysły o kolejnej reformie administracyjnej kraju polegającej na redukcji liczby województw do11 lub 9. W żadnym z nich nie ma Rzeszowa jako stolicy województwa, a w koncepcji 9 województw status stolic województwa miałyby utracić dodatkowo 360-tysięczna Bydgoszcz (na rzecz Poznania) oraz 300-tysięczny Białystok (na rzecz Warszawy), choć uratują się zapewne niespełna 300 tysięczne Katowice, jako centrum aglomeracji śląskiej. Pomysł nazywany jest uczenie polaryzacją krajowych ośrodków rozwoju, ale akurat chyba to do tej właśnie koncepcji lepiej pasowałoby określenie administracyjnego kanibalizmu. Takie pomysły nie liczą się bowiem z ukształtowaną na przestrzeni blisko już 70 lat funkcjonalną siatką powiązań gospodarczych i istnieniem funkcjonalnych centrów regionów w Polsce, których na dobrą sprawę w kraju jest nawet nie 16, jak obecnie, a 17, i postulują jej rozrywanie.

Ludzie nie traćcie nadziei

Zdaniem dyrektora Ziomka z MSWiA wykluczona jest też zmiana granic Rzeszowa z urzędu, ponieważ ten rząd przyjął założenie, iż jest ona możliwa tylko w „szczególnie uzasadnionych sytuacjach, np. bezpieczeństwa państwa".
Grzegorz Ziomek doradza natomiast ponowne złożenie wniosku przez miasto i przeprowadzenie kolejnych konsultacji z mieszkańcami sołectwa. Jeśli ich wyniki będą pozytywne, a mieszkańcy mocno zdeterminowani, to jest duża szansa na przyłączenie Matysówki do Rzeszowa od 1 stycznia 2012. Tylko szansa, ponieważ gwarancji nie da nikt  - decyzja leży bowiem w kompetencji Rady Ministrów. Jeszcze tej Rady Ministrów, jesienią czekają nas bowiem wybory parlamentarne i być może, nowe rządy w Polsce.
Czy rządzącej obecnie Platformie Obywatelskiej przed wyborami zależy na zdobyciu serc wyborców z prawie 200-tysięcznego Rzeszowa, ostatnio zresztą wiernie głosujących na nią, czy raczej grupki  związanych z PO urzędników podrzeszowskich gmin, okaże się zapewne w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

Zdjęcia

  • Zorza nad wzgórzami Matysówki od strony Rzeszowa
kolumb
Autor:kolumb

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Katarzyna Mularz
Katarzyna Mularz śr., 2011-02-02 08:30

"Jednocześnie wśród ekspertów

"Jednocześnie wśród ekspertów ze zbliżonych kręgów, w wydawnictwach fachowych ostatnio zaczynają krążyć pomysły o kolejnej reformie administracyjnej kraju polegającej na redukcji liczby województw do11 lub 9. W żadnym z nich nie ma Rzeszowa jako stolicy województwa, a w koncepcji 9 województw status stolic województwa miałyby utracić dodatkowo 360-tysięczna Bydgoszcz (na rzecz Poznania) oraz 300-tysięczny Białystok (na rzecz Warszawy)"

Jeśliby tak się miało stać Rzeszowowi nie pomoże ani przyłączenie Matysówki ani Trzebowniska. Po lewej Kraków, po prawej Lublin, bardziej rozwinięte demograficznie i urbanistycznie. Nie chce mi się jednak wierzyć w kolejną reformę administracyjną. Nie ma żadnych logicznych podstaw, żeby zmniejszać liczbę ośrodków administracyjnych w kraju, a co za tym idzie faktycznie osłabić kilka dynamicznie rozwijających się miast, czy nawet regionów (z Rzeszowem i Podkarpaciem na czele), a ich mieszkańcom po prostu utrudnić życie.

Sprawa Matysówki jest ... tajemnicza ;) Mieszkańcy sami proszą o połączenie z miastem, zresztą na mapie wygląda to zupełnie sensownie, a radni kierują się tylko polityką, co było widać na ostatniej Radzie.

Sprężyna
Sprężyna śr., 2011-02-02 14:47

Kto to wie? 49 województw też

@Katarzyna Mularz:

Kto to wie? 49 województw też miało logiczne uzasadnienie, a dało się to skompilować do 16. Przecież nie chodzi o logikę a lobby niektórych miast, które maja silniejsze poparcie polityczne w Warszawie niż Rzeszów. Chyba wszystkie mają, a już na pewno Kraków i Lublin.

Trafik
Trafik śr., 2011-02-02 12:23

Kolejny ciekawy analityczny

Kolejny ciekawy analityczny tekst kolumb. Jesteś mieszkańcem Matysówki? Jakie jest Twoje osobiste zdanie w tej sprawie?:-)

Anika Skalska
Anika Skalska czw., 2011-02-03 11:02

we wtorek KOLEJNE obrady rady

we wtorek KOLEJNE obrady rady miasta w tej sprawie. zobaczymy czy to cos da

kolumb
kolumb czw., 2011-02-03 14:57

Witam Szanowne Koleżeństwo :)

W sumie to wyszedł z tego właściwie reportaż. Reportaż o pladze niedotrzymywania słowa wobec zwykłych ludzi.
Tradycja "nobile verbum" przestała obowiązywać, pewnie dlatego, że już mało albo wcale już wokół tych "nobile". Chodziło mi o pokazanie zmagań społeczności z instytucjami zdominowanymi przez rachuby polityczne albo urazy osobiste osób, elit i "elitek".

Człowiek czy grupa ludzi mało się liczy, jak jest potrzebna - to łudzi się ją obietnicami - a kiedy potrzebna być przestaje (bo takie kalkulacje czy nakazy polityczne polityków w Warszawie i tych lokalnych) - nagle traktuje się ją jak intruza i odgania, kusząc ich wszakże dalej załatwieniem sprawy, ale w jakiejś odległej, mglistej perspektywie i po spełnieniu kolejnych, utrudniających ludziom życie warunków.

Ludziom z Matysówki do końca wiele obiecywano i zawsze słowa nie dotrzymywano. Mimo to próbuje się obiecywać dalej. Artykuł mógłby cały nosić tytuł "bądźcie dobrej myśli, ale my nic nie obiecujemy".

Drugim aspektem jest poznany przeze mnie model funkcjonowania urzędnika podległego politykowi wobec dziennikarza: najpierw długie dni oczekiwania na rozmowę, potem bardzo uprzejme (w liczeniu na brak znajomości tematu) wprowadzanie w błąd, aż wreszcie na końcu wypracowuje się wobec dociekającego jakiś miałki, absurdalny argument, który ostatecznie kończy wyjaśnienia i który, co widać - jest znowu polityczny.

Co do liczby województw to obawiam się, że gdyby Rzeszów dziś liczył 370 tysięcy ludzi i był np. dziewiątym miastem Polski, to reforma obecnych ekspertów zakładałaby redukcję stolic województw do 8. :)
Na szczęście, kalendarz wyborczy i plan dopłat unijnych dla Polski uniemożliwia teraz zmiany, ale za kilka lat temat może (oby nie) wróci, ale zmian granic miasta nie przeprowadza się tylko pod kątem zaistnienia bądź nie jako stolica województwa.

Osobiście, choć dla artykułu to nie ma znaczenia, jestem za przyłączeniem Matysówki do Rzeszowa i z powodów o których pisała Kasia, i przede wszystkim, ze względu na ludzi, którym - gdy raz już dało się nadzieję - powinno się danego im słowa dotrzymać.