drukuj

Dostać się na pilotaż w Rzeszowie, to jak wygrać los na loterii. Ona się dostała!

Archiwum

Do męskich zabaw i zajęć ciągnęło ją od dziecka. W szybowcach zakochała się w liceum i zapragnęła latać. Marzenie stało się rzeczywistością i dziś 23-letnia Ela Nycz kończy lotnictwo i kosmonautykę na Politechnice Rzeszowskiej.

Dostać się na pilotaż, to jak wygrać los na loterii: marzy o tym wielu, a udaje się tylko nielicznym. Tym najzdolniejszym i najwytrwalszym. O 15 wolnych miejsc walczy zazwyczaj około 60 osób. Pod uwagę brana jest średnia ocen ze wszystkich przedmiotów trzech pierwszych semestrów, znajomość angielskiego, wiedza lotnicza i tzw. nalot, czyli liczba godzin spędzonych za sterem. Te trzeba zorganizować, a przede wszystkim opłacić samemu.

 

Na tych, którym udaje się spełnić tak ostre kryteria inni studenci patrzą z podziwem. Jeśli dokonuje tego niepozorna kobieta, to już mała sensacja. Nie dla Eli, jednej z najlepszych i najzdolniejszych studentek PRz.

 

Boże, ona będzie latać!


W rodzinie nie latał nikt. Szybujące nad głową samoloty, Ela oglądała jedynie podczas wizyt u babci w Krośnie, w którym od lat istnieje aeroklub. Marzenia o oglądania ziemi z lotu ptaka po raz pierwszy spełniły się w liceum, kiedy Ela przeszła podstawowe szkolenie na szybowcach w Bezmiechowej. I choć na lotnisku spędzała czasem więcej czasu niż w domu, nauki nie zaniedbała. Wygrane w olimpiadach i konkursach matematycznych otworzyły przed nią drzwi na wszystkie krakowskie uczelnie, ale Ela wiedziała, że wybierze Politechnikę Rzeszowską.

- Kiedy oznajmiłam, że idę na lotnictwo rodzina i znajomi byli wręcz oburzeni. Uznali, że marnuję talent i powinnam pójść w kierunku matematyki. Teraz po latach gratulują mi sukcesu, ale tamte rozmowy były chyba najtrudniejsze w moim życiu – zdradza Ela.

 

Z samolotem, jak z autem


Bo nie łatwo przekonać laików, że latanie jest bezpieczne, a wypadki zdarzają się tu dużo rzadziej niż na drogach. Ponieważ kobiety w tym zawodzie to rzadkość, Ela musiała pokazać, że da radę. Co dla niej samej było najtrudniejsze?

- Na początku, jak pewnie dla każdego opanowanie przyrządów i zapamiętanie wszystkich czynności, jakie po kolei trzeba wykonać. Ale z samolotem, jak z autem: po pewnym czasie nabieram się właściwych nawyków i zaczyna prowadzić odruchowo tak, żeby dotrzeć do celu nawet przy zerowej widoczności. Ja nie zastanawiam się już czy drążek lub wolant mam „oddać” czy „wziąć” na siebie. Nie mam też problemu z jednoczesnym kontaktowaniem się z wieżą kontroli lotów, (oczywiście po angielsku) i śledzeniem „zegarów”. Po prostu praktyka – opowiada Ela.

 

Szybowce - pierwsza miłość


Jej nietypowe zajęcie rozumie i wspiera narzeczony Adaś, również związany z branżą lotniczą. Ponieważ priorytetem dla Eli jest właśnie rodzina, nie wiąże swojej przyszłości z liniami lotniczymi. To oznaczałoby częste, kilkudniowe wyjazdy i długie rozstania.  Ale z latania na pewno nie chce rezygnować. Ma nadzieję, że uda jej się kiedyś zrobić kurs instruktorski i latać na małych samolotach, jedno- lub dwusilnikowych awionetkach, a najlepiej na szybowcach.

- To moja pierwsza miłość i chciałabym być jej wierna. W pewnym sensie należy się to również osobom, które wtedy w Bezmiechowej pokazały mi niebo, cudowny świat lotniczy - uśmiecha się 23-latka.

 

Anna Janik

a.janik@terazrzeszow.pl

 

 

Zdjęcia

  • Archiwum
Punkty dystrybucji „Teraz Rzeszów”: Powstańców Warszawy – Hetmańska (skrzyżowanie) Powstańców Warszawy - Podwisłocze Dąbrowskiego (przystanek MPK, rejon dawnego domu kultury WSK) Lisa-Kuli – Jagiellońska (Galeria Grafika) Plac Śreniawitów Piłsudskiego (przejście dla pieszych przy ul. Grunwaldzkiej) Kościuszki – Grunwaldzka 3 Maja – Plac Farny Targowa Plac Wolności – Piłsudskiego – Kolejowa Marszałkowska - przystanek MPK Ofiar Katania Jałowego (obok kościoła) Po 14: Lisa-Kuli – Jagiellońska (Galeria Grafika) 3 Maja - Jagiellońska
Teraz Rzeszów
Autor:Teraz Rzeszów

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Piotr Wrotny
Piotr Wrotny czw., 2010-03-04 09:05

Gratuluję...

...i za zazdroszczę :) Ale przede wszystkim gratuluję, bo to wypracowany sukces, nie szczęście jak na loterii.

Katarzyna Mularz
Katarzyna Mularz czw., 2010-03-04 10:06

nie zazdrość Piotrze, tylko

nie zazdrość Piotrze, tylko do nauki :D wszystko przed Tobą

Rafał Nowak
Rafał Nowak czw., 2010-03-04 15:16

Cóż tylko pogratulować

Cóż tylko pogratulować talentu i wytrwania w realizowaniu planu życiowego :)

Książki są jak towarzystwo, które sobie człowiek dobiera.
maciek
maciek czw., 2010-03-04 22:22

Czego wy gratulujecie ?

nazwiska ? A Wacław Nycz i Elżbieta Nycz to raptem zbieżność nazwisk ? Wiadomo powszechnie że do wykonywania pewnych zawodów wystarczy właściwe nazwisko .

januszek104
januszek104 pt., 2010-03-05 19:38

W tekscie jest napisane

@maciek:

W tekscie jest napisane wyrażnie " W rodzinie nie latał nikt .Szybujące nad głową samoloty oglądała jedynie podczas wizyt u babci w Krośnie"...Tak więc podobne nazwiska bohaterki tego artykułu i znanego pilota to czysty przypadek.

Janusz Borek
Piotr Wrotny
Piotr Wrotny pt., 2010-03-05 09:26

Też pomyślałem o panu Wacławie...

Ale, że w artykule nie było nic o ojcu, ale za to jest napisane, że w lotnictwie zakochała się w Aeroklubie Krośnieńskim, a Wacław Nycz latał w ARz, odrzuciłem możliwość nepotyzmu. Szkoda tylko, że Ela chce pozostać na małych maszynach. Odnoszę wrażenie, że marnuje się miejsce dla jednego studenta zainteresowanego licencją ATPL(A) - na samoloty liniowe.