Dostać się na pilotaż w Rzeszowie, to jak wygrać los na loterii. Ona się dostała!
Dostać się na pilotaż, to jak wygrać los na loterii: marzy o tym wielu, a udaje się tylko nielicznym. Tym najzdolniejszym i najwytrwalszym. O 15 wolnych miejsc walczy zazwyczaj około 60 osób. Pod uwagę brana jest średnia ocen ze wszystkich przedmiotów trzech pierwszych semestrów, znajomość angielskiego, wiedza lotnicza i tzw. nalot, czyli liczba godzin spędzonych za sterem. Te trzeba zorganizować, a przede wszystkim opłacić samemu.
Na tych, którym udaje się spełnić tak ostre kryteria inni studenci patrzą z podziwem. Jeśli dokonuje tego niepozorna kobieta, to już mała sensacja. Nie dla Eli, jednej z najlepszych i najzdolniejszych studentek PRz.
Boże, ona będzie latać!
W rodzinie nie latał nikt. Szybujące nad głową samoloty, Ela oglądała jedynie podczas wizyt u babci w Krośnie, w którym od lat istnieje aeroklub. Marzenia o oglądania ziemi z lotu ptaka po raz pierwszy spełniły się w liceum, kiedy Ela przeszła podstawowe szkolenie na szybowcach w Bezmiechowej. I choć na lotnisku spędzała czasem więcej czasu niż w domu, nauki nie zaniedbała. Wygrane w olimpiadach i konkursach matematycznych otworzyły przed nią drzwi na wszystkie krakowskie uczelnie, ale Ela wiedziała, że wybierze Politechnikę Rzeszowską.
- Kiedy oznajmiłam, że idę na lotnictwo rodzina i znajomi byli wręcz oburzeni. Uznali, że marnuję talent i powinnam pójść w kierunku matematyki. Teraz po latach gratulują mi sukcesu, ale tamte rozmowy były chyba najtrudniejsze w moim życiu – zdradza Ela.
Z samolotem, jak z autem
Bo nie łatwo przekonać laików, że latanie jest bezpieczne, a wypadki zdarzają się tu dużo rzadziej niż na drogach. Ponieważ kobiety w tym zawodzie to rzadkość, Ela musiała pokazać, że da radę. Co dla niej samej było najtrudniejsze?
- Na początku, jak pewnie dla każdego opanowanie przyrządów i zapamiętanie wszystkich czynności, jakie po kolei trzeba wykonać. Ale z samolotem, jak z autem: po pewnym czasie nabieram się właściwych nawyków i zaczyna prowadzić odruchowo tak, żeby dotrzeć do celu nawet przy zerowej widoczności. Ja nie zastanawiam się już czy drążek lub wolant mam „oddać” czy „wziąć” na siebie. Nie mam też problemu z jednoczesnym kontaktowaniem się z wieżą kontroli lotów, (oczywiście po angielsku) i śledzeniem „zegarów”. Po prostu praktyka – opowiada Ela.
Szybowce - pierwsza miłość
Jej nietypowe zajęcie rozumie i wspiera narzeczony Adaś, również związany z branżą lotniczą. Ponieważ priorytetem dla Eli jest właśnie rodzina, nie wiąże swojej przyszłości z liniami lotniczymi. To oznaczałoby częste, kilkudniowe wyjazdy i długie rozstania. Ale z latania na pewno nie chce rezygnować. Ma nadzieję, że uda jej się kiedyś zrobić kurs instruktorski i latać na małych samolotach, jedno- lub dwusilnikowych awionetkach, a najlepiej na szybowcach.
- To moja pierwsza miłość i chciałabym być jej wierna. W pewnym sensie należy się to również osobom, które wtedy w Bezmiechowej pokazały mi niebo, cudowny świat lotniczy - uśmiecha się 23-latka.
Anna Janik






![Mistrzowie są w Rzeszowie! Resovia na Rynku [FOTO] Mistrzowie są w Rzeszowie! Resovia na Rynku [FOTO]](http://www.mmrzeszow.pl/sites/igc3/files/imagecache/135x100/images/wwwmmrzeszowpl/5bd0122e-56ff-11e1-ae99-00163e545f06/dsc_0137_0.jpg?m2x5tz)







![Rzeszów, jakim go widzę [FILM] Rzeszów, jakim go widzę [FILM]](http://www.mmrzeszow.pl/sites/igc3/files/imagecache/80x53/images/wwwmmrzeszowpl/4999/clipboard02_4.jpg?m34u3e)









Kontakt:
Gratuluję...
...i za zazdroszczę :) Ale przede wszystkim gratuluję, bo to wypracowany sukces, nie szczęście jak na loterii.
nie zazdrość Piotrze, tylko
nie zazdrość Piotrze, tylko do nauki :D wszystko przed Tobą
Cóż tylko pogratulować
Cóż tylko pogratulować talentu i wytrwania w realizowaniu planu życiowego :)
Czego wy gratulujecie ?
nazwiska ? A Wacław Nycz i Elżbieta Nycz to raptem zbieżność nazwisk ? Wiadomo powszechnie że do wykonywania pewnych zawodów wystarczy właściwe nazwisko .
W tekscie jest napisane
@maciek:W tekscie jest napisane wyrażnie " W rodzinie nie latał nikt .Szybujące nad głową samoloty oglądała jedynie podczas wizyt u babci w Krośnie"...Tak więc podobne nazwiska bohaterki tego artykułu i znanego pilota to czysty przypadek.
Też pomyślałem o panu Wacławie...
Ale, że w artykule nie było nic o ojcu, ale za to jest napisane, że w lotnictwie zakochała się w Aeroklubie Krośnieńskim, a Wacław Nycz latał w ARz, odrzuciłem możliwość nepotyzmu. Szkoda tylko, że Ela chce pozostać na małych maszynach. Odnoszę wrażenie, że marnuje się miejsce dla jednego studenta zainteresowanego licencją ATPL(A) - na samoloty liniowe.