Na dworcach PKS i PKP w Rzeszowie wymagany język polski
Postanowiłam pojechać do Wrocławia, z tym tylko zastrzeżeniem, że udając zagubionego w polskiej rzeczywistości Anglika.
Podchodzę do okienka na stacji PKP i pytam o cenę biletu. Pani słucha z zainteresowaniem, nawet uśmiecha się promiennie, ale nic poza tym. Mówię: -price, price. Kobieta kręci głową. Z mowy ciała i uśmiechu można wywnioskować, że nie rozumie ani słowa. Jednak – olśnienie! Kilka razy powtarza cenę, ale w... języku polskim. Teraz ja odpowiadam szerokim uśmiechem i udaję, że nie rozumiem. Proszę na migi o zapisanie ceny na kartce. Potem pytam, czy mogę wziąć ze sobą rower. Pani kiwa głową. Jest tak uprzejma, że bez mojej prośby sprawdza cenę i zapisuje mi na kartce. Dziękuję za informację i odchodzę od kasy.
Pytam o cenę biletu na tej samej trasie na dworcu PKS. Tym razem telefonicznie. Pani po drugiej stronie słuchawki odpowiada: - Today? Dwudziesta dziesięć. Tomorrow...- pani wzywa pomocy. Inny głos kobiecy udziela mi informacji o godzinie odjazdu autobusu następnego dnia. Dziękuję i odkładam słuchawkę. Chyba dzisiaj do Wrocławia już nie dojadę...








![Mistrzowie są w Rzeszowie! Resovia na Rynku [FOTO] Mistrzowie są w Rzeszowie! Resovia na Rynku [FOTO]](http://www.mmrzeszow.pl/sites/igc3/files/imagecache/135x100/images/wwwmmrzeszowpl/5bd0122e-56ff-11e1-ae99-00163e545f06/dsc_0137_0.jpg?m2x5tz)
















Kontakt: