drukuj

Przycinka drzew podzieliła rzeszowian

Foto: Krzysztof Kapica

Tradycyjna wycinka drzew na osiedlach rozgrzewa tej zimy mieszkańców miasta do białości. Rzeszowianie tropią błędy wykonawców i mimo tego, że czasami mają rację, prawo chroni fuszerkę.

Zaczęło się na Króla Augusta, gdzie MZMB wyciął lipy. Mieszkańcy podzielili się na tych, którzy domagają się przycinania drzew i takich, którzy absolutnie się na to nie zgadzają. Zwłaszcza w takim zakresie, jak zrobiono to na osiedlu. Jednym drzewa zacieniały okna, drugich osłaniały przed spalinami. - Niestety wszystkich nie pogodzimy - tłumaczyli urzędnicy.

 

Na Piastów też problem

 

Kilka tygodni później mieszkańcy osiedla Piastów alarmowali, że podczas przycinki drzew oszpecono osiedle wycinając całe korony i pozostawiając ogołocone pnie.

 

Przy ulicy Chrobrego między blokami 24 i 26 z kilku bujnych drzew z dnia na dzień zostały same kikuty. Mieszkańcy zastanawiają się, czy tak wycięte drzewa będą w stanie się odrodzić.

- Przycinka drzew powinna odbywać się zgodnie ze sztuką ogrodniczą – tłumaczy

Stanisław Homa, dyr. Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Urzędu Miasta. - W ciągu roku można uciąć najwyżej 20 proc.korony. 

 

Na Chrobrego drzewa jednak ogołocono zupełnie. W Miejskim Zarządzie Budynków Mieszkaniowych dowiedzieliśmy się, że takie sytuacje się zdarzają. – Przycinkę zlecamy zewnętrznym firmom i czasem wycinają więcej niż jest to dozwolone – mówi Bronisław Wiśniewski dyrektor techniczny MZMB. W tym przypadku rzeczywiście wycięto za dużo. Fachowcy jednak twierdzą, że drzewa się odrodzą.

 

 Czy firma przycinająca drzewa odpowie za fuszerkę? – Niestety przepisy pozwalają ukarać za to tylko wówczas, gdy drzewo umrze. W innym wypadku nie mamy do tego podstaw – rozkłada ręce dyr. Homa.

 

Co się stało z drzewami na Sanockiej?

 

Problem zgłosił również mieszkaniec os. Projektant w Rzeszowie. - Jak to jest, że przy ul. Sanockiej wycięto kilkadziesiąt starych dorodnych drzew?- pyta retorycznie. Jakim sposobem uzyskano zgodę na wycinkę drzew na terenie uznanym jako zabytek przyrody? Widok jest przygnębiający.

 

- Teren chroniony? Pierwsze słyszę - dziwi się Stanisław Homa. - Przy Sanockiej wydano decyzję dla właściciela działki, który nie mógł z niej korzystać zgodnie z przeznaczeniem, ponieważ w ewidencji gruntów miał uwzględnioną łąkę, a tam wyrosły olchy.

 

Więc nie były to drzewa objęte ochroną?- pytamy. - Absolutnie - odpowiada Homa. To nie były pomniki przyrody, na dodatek drzewa były chore. Nie wydajemy decyzji od ręki. Odbyła się wizytacja w terenie, sprawdziliśmy, czy wniosek jest zasadny i wydaliśmy zgodę na wycięcie.

 

Trwa inwentaryzacja drzew

 

Homa tłumaczy, że w mieście trwa właśnie inwentaryzacja drzew. - Dokumentujemy i kwalifikujemy nowe drzewa do objęcia ich ochroną - mówi. Każde z nich będzie zlokalizowane, opisane i sfotografowane - wszystkie będą pilnowane i oznakowane tabliczką.

 

 

Zdjęcia

  • Foto: Krzysztof Kapica

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Tomasz
Tomasz wt., 2010-02-23 10:58

Beznadzieja

To już chyba lepiej do końca te drzewa powycinać, niż zostawiać takie stojące pale, bo to już niewiele ma wspólnego z drzewem :/

doogie10
doogie10 wt., 2010-02-23 12:40

Diabeł tkwi w szczegółach

A może to są wierzby, których przycinka powyżej 20% korony jest całkowicie uzasadniona i pożądana z racji bardzo wysokiego przyrostu rocznego sięgającego 30% początkowej objętości korony?
A poza tym w przetargach bywa paragraf o gwarancji wykonawcy na przycinkę, w której zastrzega się kilku letni okres gwarancji, czyli zapewnienia przez wykonawcę, że drzewa w tym czasie nie osiągną objętości którą miały przed przycinką. Dlatego firmy bardzo skrupulatnie obcinają drzewa, co jest zrozumiałe, bo nikt nie chce po 2-3 latach znów przycinać tych samych drzew za darmo w ramach gwarancji.

Tak więc nie zawsze wina stoi po stronie wykonawców.