drukuj

„Ugotowani" z Rzeszowa!

„Ugotowani" z Rzeszowa!

Fot. K.Kapica

Aleksander Rusin - grafik, Elżbieta Lewicka - wykładowca historii jazzu, Magdalena Lenart - dentystka i Mirosław Kuczma - pasjonat motocykli powalczą o zwycięstwo w popularnym programie kulinarno-rozrywkowym TVN.
Aleksander Rusin
Grafik zajmujący się projektami reklamowymi, a po pracy miłośnik ostrego koła, współorganizator festiwalu muzyki elektronicznej NoBorder, współwłaściciel klubu muzycznego „Mięta" z muzyką alternatywną i elektroniczną. Lokalny patriota, który nie zamierza nigdy wyjeżdżać z ukochanego miasta. W towarzystwie nie toleruje złego wychowania i cwaniactwa, z wyjątkiem kobiet, które akceptuje w każdej postaci. O sobie mówi: leniwy choleryk ze słabością do wódki (z mało poważnym podejściem do życia). W programie postawił na „slow burger z chrupiącymi frytami".

Popisowe danie dla przyjaciół? To bardziej przekąski - bruschetty, czyli bułeczki podsmażane na oliwie z różnymi dodatkami na wierzchu, jak świeże pomidory, bazylia, łosoś, delikatny biały ser. Z tego jestem znany wśród znajomych. To świetna imprezowa przekąska. Np. ok. godz. 2, kiedy robi się głodno, siadam dla relaksu w kuchni i przygotowuję takie smakołyki.

- Oglądałem poprzednie serie programu. Mnie do niego „złowiono", tzn. dostałem zaproszenie na maila służbowego. Dałem się złapać. Szczerze mówiąc, kompletnie się nie spodziewałem, że wybiorą mnie do finału, ponieważ nie traktuję się, jako wybitnie fascynującej postaci telewizyjnej. Po prostu zrobiłem to trochę dla żartu. Strasznie nie lubię oglądać siebie nagranego, na zdjęciach, czy słuchać. To był taki rodzaj nauki, żeby swoje ograniczenia przezwyciężyć. Najpierw odbyłem dość długą rozmowę telefoniczną. To był pierwszy casting. Przeszedłem ten etap. Później przyjechała do mnie ekipa z TVN i tak naprawdę nie było już odwrotu. Zdjęcia kręcone były w kwietniu.

Lubię gotować, natomiast nie jestem znakomitym kucharzem, ponieważ mam w domu do dyspozycji tylko dwa palniki. Tak więc ograniczam do minimum swój repertuar kulinarny. Do programu musiałem pożyczyć piekarnik.

Najchętniej przygotowuję „prymitywne dania kuchni włoskiej", czyli makaron, pomidory i wszelkie inne kombinacje. teraz w lecie - zupy kremy. Takie rzeczy naprawdę bardzo łatwo zrobić.

Wszyscy znajomi są bardzo ciekawi, co to z tego wyszło. Kibicują mi. Wypytywali, jaki był wynik, natomiast ja oczywiście nie mogę tego zdradzić.

Warto było? Myślę, że tak, choć chyba nie powtórzyłbym tego, bo kosztowało mnie to dużo nerwów i musiałem nadrabiać zaległości w pracy. Ale z pewnością było to niesamowite przeżycie i bardzo fajnie było zobaczyć taką produkcję telewizyjną „od kuchni" na komercyjnym, ale też bardzo wysokim poziomie.

Elżbieta Lewicka
Wykładowca historii jazzu w Instytucie Muzyki w Rzeszowie, od 20 lat związana z Radiem Rzeszów, współorganizatorka festiwali muzycznych. Kocha muzykę, przyrodę i siebie, bo jak mówi, przede wszystkim trzeba żyć w zgodzie z samym sobą. Gdyby nie muzyka, zostałaby ogrodniczką. Interesuje się kulturą Wschodu i buddyzmem. Znajomi postrzegają ją, jako osobę szaloną, wesołą, ale z charakterem. Gotowanie jest dla niej formą tworzenia. Od trzech lat jest wegetarianką i właśnie na taką kuchnię postawiła w programie.


W kuchni eksperymentuję. Do tego stopnia, że czasami nie potrafię odtworzyć tego, co wcześniej ugotowałam i co smakowało domownikom. Jako wegetarianka gotuję zupy na bazie soi albo soczewicy. Drugie dania - na bazie granulatu sojowego, bo on zastępuje mięso. Uwielbiam potrawy z ciecierzycą i warzywami strączkowymi. Moja kuchnia wymaga czasu, bo dużo w niej siekania, krojenia, szatkowania.

Nie oglądałam wcześniej „Ugotowanych". Dopiero córki pokazały mi odcinki w Internecie. Gdy szukano uczestników, pomyślałam, dlaczego miałabym się nie zgodzić. Miałam dużo wolnego czasu. Najpierw wybrali z Rzeszowa i okolic ponad 30 osób. Oglądali domy, sprawdzali, czy potrafimy gotować i mamy podzielną uwagę. Trzeba było pokazać, że umie się kroić mówiąc jednocześnie do kamery, czy nie grozi to ucięciem sobie palców.

Po tych próbach, właściwie zapomniałam już o tym, kiedy zadzwonił telefon. Akurat stałam w środku kompostownika w ogrodzie, kiedy dowiedziałam się, że wybrali mnie do finału.

Moja kuchnia jest wegetariańska. Właśnie dlatego myślałam, że jestem na straconej pozycji, bo jednak żyjemy w kraju mięsożerców. Byłam sceptycznie nastawiona co do odbioru mojego menu przez biesiadników, że będą narzekać, że nie ma mięsa. Bałam się, że wyjdą głodni.

Na czas kręcenia odcinka rodzina musiała się wyprowadzić z domu. Nie dość, że rodzina nie miała prawa wstępu, to jeszcze moje zwierzęta, których mam 8: 5 kotów i 3 psy. Całe towarzystwo zostało „wyeksmitowane" do teściowej. Po prostu cyrk.

Gotowanie kolacji nie okazało się tak łatwe, jak myślałam. Zawsze, kiedy przygotowujemy przyjęcia, pomaga mi rodzina. Każdy ma swoje zadania, ja dyryguję. A tu musiałam sama. Przeliczyłam się trochę z czasem, bo mam tylko dwie ręce. Od 10 rano właściwie prawie do 15 cały czas siekałam, latałam, robiłam. W dodatku po porannych zakupach wrzuciłam siatki do samochodu i z jednej wyjechały pod siedzenie ogórki. Co ja się ich naszukałam! Na szczęście nie były głównym składnikiem dania.

Magdalena Lenart
Dentystka prywatnej kliniki stomatologicznej, z zamiłowania podróżniczka. Nie potrafi usiedzieć w miejscu. Miłośniczka wody, ratownik wodny. Kiedy nie żegluje i nie nurkuje, zajmuje się wspinaczką skałkową. Od dziecka wysyłana przez rodziców na obozy sportowe, żeby wyrosła na silną, zaradną kobietę. O sobie mówi: typowy zodiakalny skorpion, energiczna, zdecydowana, lubiąca postawić na swoim. Od rywalizacji woli pracę zespołową, ale zawsze chce być najlepsza. Jej danie główne w programie to wspomnienie Tadż Mahal.

danie

Szybkie danie dla przyjaciół? Na przykład przeróżne przekąski z ciasta francuskiego, bo to jest najprostsze. Kupujemy gotowe ciasto i na dwóch różnych tacach możemy wyczarować coś na słodko i słono, czyli paróweczki owinięte ciastem, ślimaczki z chorizo - pyszną kiełbaską hiszpańską oraz suszonymi pomidorami, bazylią, rogaliki z cynamonem, jabłkami i cukrem lub ze świeżymi malinami.

- Do programu zgłosiła mnie koleżanka. Najpierw zapytała, czy może. Przygoda jest przygodą. Jak los coś mi zsyła, biorę to. Ale nikt się nie odzywał. Myślałam, że pewnie nic z tego. A tu telefon z TVN.

Generalnie program miał być kręcony, o ile dobrze pamiętam, w sierpniu. Chciałam być już w kuchni nowego mieszkanka. Nic z tego. Dali mi znać tydzień wcześniej, że jadą do Rzeszowa. Pracuję czasami po 12 godzin dziennie. Był straszny problem, żeby to wszystko zgrać, przepisać pacjentów, ale szefowie kliniki mi kibicowali. Przyjaciele pomogli, bo w starym mieszkaniu nie miałam dużego stołu, ani krzeseł. Wszystko trzeba było zwieźć. Na początku wymyśliłam wieczór hawajski, bo bardzo lubię podróżować i chciałam wtrącić podkreślające to akcenty. Niemal w ostatniej chwili okazało się, że muszę postawić na coś innego. Załamałam ręce. Miałam mniej więcej dobę, z czego 12 godzin w pracy, Wymyśliłam więc wieczór związany z Indiami. Pożyczyłam stroje od koleżanki i cioci. Z rodzinnej kwiaciarni z Tarnobrzegu przywiozłam dekoracje kwiatowe.

Gdy rano wpadła do mnie ekipa, wszystko, co sobie człowiek ułożył, nagle okazało się nie tak, bo trzeba zrobić miejsce dla kamery, wynieść kanapę. Wszystkie loga produktów mi w kuchni pozalepiali. Do tej pory ściągam taśmy. 

Mirosław Kuczma

Właściciel salonu motocyklowego. Pozytywnie nastawiony do życia, jednak, bywa bardzo impulsywny. Typ wodzireja ze sportową żyłką rywalizacji. Lubi osiągać wytyczony cel. Prawdziwy pasjonat motocykli, przejechał na nich wzdłuż i wszerz całe USA. Uwielbia jeść i kucharzyć. W kuchni najlepiej odnajduje się w dziwnych, nietypowych potrawach. Mówi, że zje praktycznie wszystko. W programie zaskoczył jednym ze swoich popisowych dań - pieczonymi gołębiami.

* Niestety, pan Mirosław od kilku dni jest nieuchwytny. 

O co chodzi w programie?

W każdym odcinku czwórka nieznajomych z jednego miasta spotyka się przy stole. Każdy przygotowuje kolację u siebie, według własnego pomysłu i wystawia się na krytykę biesiadników. Zwycięża ten, komu uda się oczarować gości najlepszymi potrawami, za które przyznawane są potajemnie punkty.

- Każdy odcinek to nie tylko pomysł na cztery kolacje, ale też spotkanie czterech różnych światów. Przy jednym stole zasiadają osoby o skrajnych zainteresowaniach i zawodach. W nowej edycji pojawią się m. in. kowal, śpiewaczka klasyczna, harleyowiec, konferansjer, pin-up girl, dyrygentka i telemarketer - zdradza Adrianna Przepiórska, producentka programu.

W trzeciej serii będzie 14 odcinków z bohaterami z 12 miast. Po raz pierwszy do walki staną mieszkańcy Rzeszowa, Częstochowy, Białegostoku i Podhala. W którym odcinku zobaczymy rzeszowian, tego na razie jeszcze nie ustalono.

Trzecia edycja lubianego przez widzów programu „Ugotowani" startuje 9 września (niedziela, godz. 18). Kiedy zobaczymy bohaterów z Rzeszowa, tego producenci jeszcze nie zdradzają.

Zdjęcia

  • „Ugotowani" z Rzeszowa!
Punkty dystrybucji „Teraz Rzeszów”: Powstańców Warszawy – Hetmańska (skrzyżowanie) Powstańców Warszawy - Podwisłocze Dąbrowskiego więcej »
Teraz Rzeszów
Autor:Teraz Rzeszów

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać