drukuj
Rzeszowscy tratwiarze (od lewej) Andrzej Bandelak i Zbigniew Boczoń na chwilę przed startem w kolejny rejs po polskich rzekach. Fot. Archiwum
Utworzono: 26-08-2010, godz. 18.00,
Ostatnia aktualizacja: 31-08-2010, godz. 12.45
Rzeszowscy tratwiarze (od lewej) Andrzej Bandelak i Zbigniew Boczoń na chwilę przed startem w kolejny rejs po polskich rzekach. Fot. Archiwum
Zdjęcie pochodzi z: Nic już nie jest podobne do niczego

















![Mistrzowie są w Rzeszowie! Resovia na Rynku [FOTO] Mistrzowie są w Rzeszowie! Resovia na Rynku [FOTO]](http://www.mmrzeszow.pl/sites/igc3/files/imagecache/135x100/images/wwwmmrzeszowpl/5bd0122e-56ff-11e1-ae99-00163e545f06/dsc_0137_0.jpg?m2x5tz)

![Otwarcie stadionu miejskiego w Rzeszowie [FILMY] Otwarcie stadionu miejskiego w Rzeszowie [FILMY]](http://www.mmrzeszow.pl/sites/igc3/files/imagecache/80x53/images/wwwmmrzeszowpl/4999/otwar.jpg?m4ac1z)











Kontakt:
moze nic nie jest juz podobne
moze nic nie jest juz podobne do niczego bo jestesmy starsi? mamy inny punkt widzenia? To, ze cos jest inne, nie znaczy ze gorsze.
Nic już nie jest podobne do niczego
@Krewetka:Ten tekst jest przede wszystkim rejestracją tego, co było w odległej przeszłości. A dzisiejszy Wisłok i Olszynki jakie są, każdy może zobaczyć.
Pozdrawiam, JW022647
Świetny tekst - aż chce się
Świetny tekst - aż chce się sobaczyć "taki" kawałek Rzeszowa. Co do refleksji: idziemy do przodu czy tego chcemy czy nie. Jest inaczej, tyle.
Ten "kawałek" Rzeszowa
@krzychooo:Ten "kawałek" Rzeszowa rzeczywiście był niezwykły. Samo miasto było ponure, brzydkie, bez ambicji, ale chodziło po nim kilka osób bardzo ciekawych, jak m. in. autor bajek Adam Gruszka i artysta fotografik Jurek Jawczak (obaj niestety nie żyją, odeszli tak dawno temu i tak szybko). Do przodu oczywiście idziemy, byle z otwartymi oczami...
Pozdrawiam, JW022647
...nic już nie jest podobne do niczego...
początek ciekawy , środek nudny a do puenty nie doszedłem bo zebrało mi się na ziewanie.
Przepraszam
@maciek:Wybacz, że Ci nie pozwoliłem od razu zasnąć. Następnym razem nie popełnię tego błędu. Pozdro.
Pamiętnikowo
Przeczytałem ten tekst z wielką przyjemnością, kawał dobrej roboty. Z pewnością wrócę jeszcze kiedyś do lektury. Dziękuję bardzo za opis tego miejsca, które znam tylko z teraźniejszości. A czy posiada Pan może jakieś fotografie np. Olszynek z tamtych czasów?
Nic już nie jest podobne do niczego
@Piotr Wrotny:Witaj Piotrze,
Dzięki za pozytywne zdanie o mojej "podróży" w przeszłość. Zdjęć z tamtego okresu prawdopodobnie nie posiadam. Przeglądnę jednak moje archiwum zdjęciowe z dawnych lat i wtedy będę wiedział na pewno, czy zachowały się jakieś "fotki" sprzed bez mała 40 lat.
Olszynki w tamtym okresie były magicznym miejscem. Latem tętniło w nich życie podobne( w jakimś stopniu) do tego, które teraz toczy się w Rynku. Po Wisłoku pływały kajaki turystyczne, rowery wodne, pontony, dętki obwieszone kąpiącymi się ludźmi, łódki sportowe, a także kilka łódek motorowych. Rzeka żyła, w Olszynkach odbywał się spontaniczny piknik na pięknej gęstej trawie, ale więcej o tym w innym tekście i w innym miejscu, bo na tej stronie są pewne ograniczenia językowe, które w tamtej epoce nazywano censorship.
Świetny tekst . Zmusza do
Świetny tekst . Zmusza do zastanowienia się, czy warto zmieniać coś co jest/było dobre. Jedna z grup muzycznych śpiewa:
"A że lepsze zawsze było dobrego wrogiem, zamiast pomagać krzywdę robimy sobie..."
Myślę, że to najlepszy komentarz do tej sytuacji.
Tak zmieniać, aby lepsze nie było wrogiem dobrego
@mandrake13:Podany przez Ciebie cytat jest najlepszym komentarzem do mojego tekstu. Dziekuję.
Zmiany są nieuniknione, w każdym czasie i miejscu. Czy można ich dokonać, nie niszcząc równocześnie tego, co jest dobre? Trudne pytanie. Zwykle się to nie udaje.
Pozdrawiam, JW022647
Tamten Rzeszów bis
Nieraz zastanawiam się nad tym, że pomiędzy pokoleniem Franciszka Kotuli, a współczesnymi, żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają, jak w ciągu trudnych powojennych lat zmieniał się Rzeszów. Żyją gawędziarze podobni do Pana Franciszka, żyją architekci, którzy zmieniali to miasto i dużo o tamtej rzeczywistości i jej mechanizmach mogliby powiedzieć.
Ten kapitał ciągle jest niewykorzystany, a przecież wiecznie trwać nie będzie.
Kto napisze nowy "Tamten Rzeszów", kto doprowadzi do powstania IV tomu "Dziejów Rzeszowa", pisanego bez żadnych politycznych zacięć, tylko zwyczajnie, ot, tak, po prostu, jak się pisze życiorys ludzi, miasta.
Czy ma się za to wziąć Urząd Miasta, czy wydawca Nowin, a może powstanie coś wspólnymi siłami? W zapomnianych archiwach rzeszowian leżą zdjęcia, które wypożyczone do skopiowania w Muzeum Miasta Rzeszowa, byłyby bogatą ilustracją tekstów, a za jakiś czas staną się takim samym rarytasem, jak obecnie słynne rzeszowskie "janusze".
Więc czy ktoś będzie miał głowę, serce i czas do tego, by się sprawą zajać?
Książki o Rzeszowie
@kolumb:Szanowny Panie Kolumb,
Cały czas powstają książki o Rzeszowie. Jedną z nich napisał nie tak dawno syn Franciszka - Bogusław Kotula. Są także inni autorzy. Na początku lat osemdziesiątych także napisałem zbiór opowiadań i reportaży literackich o naszym mieście. Ale wtedy nie był dobry klimat dla książek i dzisiaj niewielu pamięta tę pozycję wydaną wtedy w KAW-ie.
Do napisania książki rzeczywiście potrzebne są głowa, serce i czas. I pewnie ktoś taki się znajdzie, kto będzie dysponował tymi trzema przymiotami. Poczekajmy cierpliwie.
Pozdrawiam, JW022647
Książki o Rzeszowie
@JW022647:Szanowny Panie JW022647 !
Śledzę od dłuższego czasu wydawnictwa o Rzeszowie i przepraszam za przeoczenie Pańskiego, ale złożyło się, że w tym czasie zajęty byłem zupełnie czymś innym.
Być może w nadmiarze wolnego czasu zajrzę kiedyś do jakiejś biblioteki i poczytam coś poleconego przez bibliotekarza, np. o jakimś dziwnym podróżnym w jakieś dziwnej poczekalni.
Co do Bogusława Kotuli - znam jego książki, ale osobiście nie zaliczam ich do zbioru "resovianów"; Bogusław to jednak nie Franciszek i jego styl, bardziej etnograficzno-fabularny niż gawędziarsko-historyczny, do tego z nutką jakby socu - mało tam o mieście, dużo o kufrach, garach, kartoflach, ugniataniu kapusty i o zbożu; gospodyni i jej synach, co to noż w cholewie nosili, o woziwodach, kołodziejach, o buhajach i rzeźnikach, o chatach, piecach i zdunach, strojach ze złotymi guzikami i czapkach ze Staromieścia - może komuś to odpowiada - ale mnie potwornie nuży. Kto chce, niech wini za to moich przodków - rzeszowian z dziada pradziada, z tego dawnego Rzeszowa ściśniętego na paru kilometrach kwadratowych, po którym wieczorami chodził "stróż nocny" i w wieczór zapalał, a rano gasił te kilkanaście gazowych latarni, które cywilizacja i moda sprowadziła do marzącego o staniu się metropolią miasta.
Więc czekajmy na te książki o Rzeszowie, na miarę pasji i możliwości panów F. Kotuli czy Kiryka.
Pozdrawiam
MM kolumb
Bieg po schodach
@kolumb:Nietrudno było przeoczyć Panu książkę o tym tytule, ponieważ nie wystąpiło w niej prawdopodobnie słowo Rzeszów, chociaż książka od pierwszej do ostatniej strony opisuje to miasto.
Książek B.K. nie czytałem jeszcze. Niedawno wróciłem do Rzeszowa po dłuższym pobycie za granicą i na razie oswajam się z nową sytuacją, w jakiej się znalazłem.
Wydaje mi się, że najlepszym autorem kolejnego tomu "Tamten Rzeszów" byłby Pan. Po tym, co Pan napisał do mnie w ostatnim liście, nie widzę nikogo bardziej przygotowanego do podjęcia i udźwignięcia tego zadania. Ma Pan dużą wiedzę o Rze, a także potrafi Pan to "przelać" na papier.
Na koniec potwierdzam, że na własne życznie, zostałem przez Pana "rozszyfrowany".
Pozdrawiam, JW022647